piszę ten wiersz jak się pisze list
znad krawędzi świata
zakrzywionej w dziecięcą podkówkę
sto dni i sto nocy walczył dzielny Batyr
z ognistym potworem
podobnie było z zapałką upuszczoną most wcześniej
rzymskim okrętem i setką wioślarzy
wulkan dymił
fasole puszczały pędy
fasole puszczały pędy
Hannibal wkroczył do Italii
pani w urzędzie nie pyta o literaturę
słonie giną w śniegu
okienkowy strateg popija herbatę
comiesięczne wojny punickie
uporczywie kończą się tak samo
fakt. panie w urzędzie nie pytają o literaturę. a panowie... jednak chyba jest lepiej w tym zakresie :)zatem wszystkie słonie jednak nie wyginą :)ciekawie jest tutaj.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam Magdalenko.
Również wierzę w słonie:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)